Ponad 50 lat targów ENERGETAB. Jak giełda wynalazków w Bielsku-Białej stała się sercem polskiej energetyki?
Ponad 50 lat targów ENERGETAB. Jak giełda wynalazków w Bielsku-Białej stała się sercem polskiej energetyki?
Są wydarzenia branżowe, które powstają z rozmachem, dużej inwestycji i strategii marketingowej. I są takie, które rodzą się z niedoboru - bo brakuje części zamiennych, dewiz i pomysłu na to, jak w gospodarce PRL podzielić się dobrym rozwiązaniem technicznym. Targi ENERGETAB w Bielsku-Białej należą do tej drugiej kategorii. W podcaście „Pod Prąd” Michał Włodarczyk rozmawia z Ryszardem Migdalskim, wieloletnim dyrektorem do spraw targów i szkoleń w ZIAD, o tym, jak prowincjonalna giełda projektów racjonalizatorskich stała się największym w Polsce spotkaniem branży energetycznej.
Ten wątek warto czytać razem z wcześniejszą rozmową „50 lat prac pod napięciem w Polsce - rozmowa z człowiekiem, który był przy tym od początku” w której Bogumił Dudek opowiadał o początkach technologii PPN w Zakładzie Energetycznym Gliwice. To nieprzypadkowe sąsiedztwo - jak przypomina w rozmowie Ryszard Migdalski, poligon prac pod napięciem w Bielsku-Białej otwarto już w 1976 roku, a obie historie, szkoleniowa i targowa, rozwijały się w tym samym ośrodku i w odpowiedzi na te same braki: sprzętu, procedur i wiedzy, której nie dało się wtedy znaleźć w Google.
Giełda, nie targi - początek w cieniu PRL’owskich braków
W latach 70. energetyka była podzielona na pięć okręgów, a w Bielsku-Białej działał Ośrodek Wdrażania Postępu Technicznego w Energetyce - zaplecze szkoleniowe podległe Zakładowi Energetycznemu Okręgu Południowego w Katowicach. W trudnych latach 80., gdy - jak wspomina Ryszard Migdalski - „bardzo trudno było zdobyć jakiekolwiek części zamienne”, a dewizy potrzebne na import aparatury były towarem deficytowym, władze energetyki znalazły niecodzienne rozwiązanie: giełdę elektrownianych projektów racjonalizatorskich i wynalazczych. Pracownicy elektrowni prezentowali na niej rozwiązania, które sami wymyślili, żeby oszczędzić na imporcie i naprawić to, czego nie dało się kupić.
Na pierwszą edycję przyjechało czternastu wystawców, a ekspozycje - jak przyznaje Migdalski - „wyglądały dość śmiesznie”, bo składały się głównie ze stolików z dokumentacją i pojedynczymi modelami. Zainteresowanie okazało się jednak na tyle duże, że dwa lata później giełdę powtórzono, tym razem już dla całej energetyki, a nie tylko dla branży elektrownianej. Odtąd giełda odbywała się co dwa lata.
Bielsko jako polska szkoła francuskiej energetyki
Dlaczego akurat Bielsko-Biała? Ośrodek był w tym czasie głównym miejscem szkoleniowym dla całej krajowej energetyki - od 1974 roku przyjeżdżali tu kursanci uczący się na symulatorach i laboratoriach, a zaplecze hotelowo-konferencyjne pozwalało organizować duże imprezy. Co ciekawe, ośrodek budowano na wzorach ośrodków szkoleniowych francuskiego EDF, koncernu, który w latach 70. intensywnie rozwijał elektrownie jądrowe i potrzebował sprawdzonej, dobrze wyszkolonej kadry.
Migdalski żartobliwie tłumaczy tę bliskość przysłowiem „najlepszy twój przyjaciel to kraj twojego sąsiada” i przyznaje, że mogła mieć na to wpływ także biografia Edwarda Gierka, który przed objęciem funkcji pierwszego sekretarza spędził część życia we Francji. To właśnie w bielskim ośrodku powstał pierwszy w Polsce komputerowy symulator do szkolenia dyspozytorów, oparty na komputerze Odra 1225, a także - trudniejszy technicznie, bo ówczesne komputery nie nadążały za przebiegami cieplnymi - symulator bloku 200 megawatów.
Poligon prac pod napięciem, który zmienił zasady gry
W 1976 roku w Bielsku-Białej otwarto poligon prac pod napięciem - drugie, obok Dzierżna koło Gliwic, miejsce w Polsce rozwijające tę technologię. O ile ośrodek w Dzierżnie, związany z Bogumiłem Dudkiem, służył głównie testom i opracowywaniu samej technologii, o tyle bielski poligon zbudowano od podstaw z myślą o szkoleniu brygad elektromonterskich. Migdalski przypomina, że dla wielu elektromonterów PPN było formalnym usankcjonowaniem tego, co i tak robili na co dzień „trochę na wpół legalnie” - teraz mogli nauczyć się przepisów i pracować bezpiecznie oraz legalnie.
Przełomem było też pojawienie się polskich narzędzi do PPN produkowanych przez Hubix, które zastąpiły drogi, importowany z Francji sprzęt - współpraca była na tyle bliska, że przez lata kursanci kończący szkolenie w Bielsku-Białej wyjeżdżali z kompletem narzędzi tej właśnie firmy. Efekt tej współpracy potwierdzają nagrody zdobyte na targach: Puchar Ministra przyznany Hubixowi w 2006 i 2010 roku oraz Złoty Lew im. Kazimierza Szpotańskiego, którym w 2003 roku doceniono produkt o istotnym polskim wkładzie konstrukcyjnym.
Kapitalizm wchodzi na giełdę
Przełom lat 80. i 90. odmienił charakter wydarzenia. Ustawa otwierająca rynek sprawiła, że zaczęły powstawać małe, prywatne warsztaty - i to właśnie one, jak zauważa Migdalski, jako pierwsze próbowały pokazać swoje produkty na giełdzie, bo wiedziały, że przyjeżdżają tam potencjalni klienci. Bez internetu jedynym sposobem na dotarcie do energetyków z całej Polski było fizyczne spotkanie i przekazywana z ust do ust rekomendacja.
Szybko dołączyły firmy zachodnie, które szukały nie tylko odbiorców, ale i lokalnych przedstawicieli - część z nich, jak ABB czy Siemens, już rok później zakładała polskie oddziały, co zmusiło organizatorów do wprowadzenia osobnej kategorii „firm międzynarodowych”, bo formalnie przestały być zagraniczne.
Dlaczego nie Poznań?
W tamtym czasie na krajowej mapie targowej dominowały już Międzynarodowe Targi Poznańskie, nazywane „oknem na świat”. Migdalski nie ukrywa, że Bielsko ściśle współpracowało z Poznaniem, ale wybrało inną drogę - wąską specjalizację branżową zamiast uniwersalnej wystawy, na której „mogłeś zobaczyć ładne krzesło wyginane, nowego Fiata i jeszcze jakieś urządzenia”. Przewagą Bielska było to, że jego bywalcy – uczestnicy szkoleń i wcześniejszych giełd - już znali to miejsce i wracali do niego z konkretnymi, branżowymi potrzebami.
Od giełdy do ENERGETAB-u
Nazwę „targi” przyjęto dopiero w 1996 roku - rok wcześniej funkcjonowała jeszcze hybryda „targi dawna giełda”. Skrót ENERGETAB powstał z pełnej nazwy Energetyczne Targi Bielskie, wymyślonej podczas prac Rady Programowej, bo - jak tłumaczy Migdalski - nazwa „Międzynarodowe Bielskie Targi Energetyczne” była po prostu zbyt długa na co dzień. Równolegle przez wiele lat organizowano wiosenną imprezę informatyczną Info Energetab, poświęconą informatyzacji energetyki, którą z czasem przejęło Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej.
Restrukturyzacja, która nauczyła firmę stać na kilku nogach
Sukces targów szedł w parze z burzliwą historią samej firmy. W szczytowym okresie ZIAD zatrudniał około 500 osób w Bielsku-Białej, Katowicach i niewielkim oddziale w Krakowie. Transformacja gospodarcza rozbiła jednak strukturę energetyki na spółki, a wraz z nią zmieniał się właściciel ośrodka - najpierw był nim minister skarbu, potem wojewoda bielski, a po likwidacji województwa - gmina Bielsko-Biała, do której firmę ograniczono terytorialnie.
Dziś ZIAD zatrudnia poniżej stu osób, ale zdywersyfikował działalność między innymi o segment turystyczny. Sam Ryszard Migdalski, związany z firmą od 1973 roku, pełnił funkcję prezesa, a później przez wiele lat dyrektora do spraw targów i szkoleń - do 2017 roku, gdy przeszedł na emeryturę. Do dziś, jako doradca zarządu, bywa w firmie i dzieli się doświadczeniem.
Skala, jakiej nie mają inne targi branżowe
Rozwój był najbardziej dynamiczny na przełomie lat 90. i 2000. Szczytowa edycja, w 2016 roku, zgromadziła 768 wystawców na terenie liczącym niemal 4 hektary, z parkingiem na pół tysiąca samochodów. Żeby zwiedzający nie zgubili się wśród setek stoisk, ZIAD od lat publikuje w katalogu targowym indeks branżowy, dzielący ofertę na blisko dziewięćdziesiąt kategorii produktowych - dziś dostępny także online, z nawigacją pokazującą dokładną lokalizację stoiska.
Ciekawostką jest zwyczaj, którego - jak przyznaje sam Migdalski - nie spotkał na innych imprezach międzynarodowych: wieloletni wystawcy z automatu dostają to samo miejsce na terenie targów co w poprzednich latach, co dla wielu firm stało się ważnym elementem tożsamości. Przełomowy był też rok 2010, gdy oddano nową halę - uporządkowała ona teren i, co równie istotne, rozwiązała problemy z zasilaniem, które w przeszłości bywały tak poważne, że targi energetyczne otwierały się bez prądu.
Od czternastu stolików do prawie 800 wystawców
Historia targów ENERGETAB pokazuje, że wielkie wydarzenia branżowe rzadko rodzą się z gotowego planu - częściej z konkretnego problemu, który trzeba było rozwiązać: braku części, braku miejsca do wymiany doświadczeń, braku wspólnego języka między producentami a energetykami. Od czternastu wystawców przy stolikach z dokumentacją do niemal 800 firm na czterech hektarach - to droga, którą Ryszard Migdalski obserwował od wewnątrz przez ponad pół wieku.
Jeżeli chcesz poznać pełną historię targów ENERGETAB - obejrzyj pierwszą część rozmowy w podcaście „Pod Prąd” z Ryszardem Migdalskim. W drugiej części Michał Włodarczyk sprawdza, czy targi obroniły się po pandemii i jaka czeka je przyszłość.



