Jak rozwijały się prace pod napięciem w Polsce? Stanisław Płuciennik o ludziach, technologii i historii energetyki
Prace pod napięciem to dziś jedna z metod eksploatacji sieci elektroenergetycznych, pozwalająca wykonywać określone czynności bez wyłączania zasilania. Zanim jednak technologia ta zaczęła rozwijać się na większą skalę, potrzebne były lata doświadczeń, poszukiwania odpowiednich rozwiązań, szkoleń i przekonywania ludzi, że można pracować inaczej.
W kolejnym odcinku podcastu „Pod Prąd” Michał Włodarczyk rozmawia ze Stanisławem Płuciennikiem, emerytowanym pracownikiem łódzkiego oddziału PGE Dystrybucja, który przez lata uczestniczył w rozwoju prac pod napięciem w Polsce.
To opowieść o początkach tej technologii, pierwszych próbach jej wdrażania na liniach średniego napięcia, doświadczeniach z pracami na liniach 400 kV oraz współpracy z zagranicznymi specjalistami. Ale także o tym, jak zmieniało się podejście do bezpieczeństwa, dlaczego nie każdą nową metodę łatwo zaakceptować i co zostaje po człowieku, który przez kilkadziesiąt lat rozwijał swoją dziedzinę.
Historia rozwoju prac pod napięciem w Polsce to także historia ludzi, którzy tworzyli podstawy tej technologii i przez dekady rozwijali standardy bezpieczeństwa. O początkach PPN, pierwszych procedurach i budowaniu systemu szkoleń opowiada również Bogumił Dudek - jeden z pionierów prac pod napięciem w Polsce, w „50 lat prac pod napięciem w Polsce - rozmowa z człowiekiem, który był przy tym od początku”
Od elektromontera do człowieka, który rozwijał technologię
Stanisław Płuciennik rozpoczął swoją zawodową drogę w 1976 roku. Przez pierwsze dziesięć lat pracował jako elektromonter na Politechnice Łódzkiej, jednocześnie studiując na Wydziale Elektrycznym w trybie wieczorowym.
W 1986 roku przeniósł się do energetyki zawodowej i rozpoczął pracę w Zakładzie Energetycznym Łódź-Teren. Wkrótce powierzono mu zadania związane z koordynowaniem prac pod napięciem. Nie był to jednak obszar, który znał już od podszewki. Musiał szybko poznać istniejące rozwiązania, zrozumieć ich zasady i przejąć odpowiedzialność za rozwój tej dziedziny w zakładzie.
Jego wcześniejsze doświadczenie elektromonterskie miało w tym procesie duże znaczenie. Pozwalało spojrzeć na technologię nie tylko z perspektywy instrukcji i dokumentacji, ale również człowieka wykonującego pracę w terenie.
Energetyka wciągnęła go na tyle, że nawet w trakcie pracy zawodowej kontynuował naukę, kończąc między innymi studia podyplomowe związane z energią odnawialną. W rozmowie wspomina również, jak z czasem zmieniały się jego obowiązki, kontakty zawodowe i sposób patrzenia na branżę.
Dziś, po przejściu na emeryturę, nadal pozostaje związany z energetyką poprzez ludzi, z którymi przez lata pracował, oraz doświadczenia, którymi może się dzielić.
Prace pod napięciem: między doświadczeniem a nową technologią
Rozwój prac pod napięciem nie był prostym przejściem od jednej metody do drugiej. Wymagał zmiany przyzwyczajeń, przygotowania odpowiedniego wyposażenia i zrozumienia, w jakich warunkach można bezpiecznie wykonywać określone czynności.
Stanisław Płuciennik przyznaje, że początkowo podchodził do tej technologii z pewną rezerwą. Na ówczesnych sieciach niskiego napięcia wykonanie konkretnego zabiegu pod napięciem mogło trwać dłużej niż przeprowadzenie go po wyłączeniu zasilania. W takim porównaniu łatwo było jednak pominąć czas potrzebny na przygotowanie miejsca pracy i samo wyłączenie.
Mimo tych wątpliwości dostrzegał sens rozwijania tej metody. Kluczowe było przekonanie zarówno siebie, jak i innych pracowników, że nowe rozwiązania mogą być wartościowe, jeśli zostaną odpowiednio przygotowane i wdrożone.
Duże znaczenie miało wsparcie kierownictwa. Włodzimierz Wondołowski, ówczesny dyrektor techniczny zakładu, sprzyjał rozwojowi tej tematyki. Dzięki temu można było kontynuować działania i stopniowo poszerzać zakres prac.
Historia ta pokazuje, że wdrażanie technologii nie sprowadza się do zakupu narzędzi czy wyposażenia. Potrzebne są również wiedza, doświadczenie, wsparcie organizacyjne i gotowość do weryfikowania dotychczasowych praktyk.
Linie najwyższych napięć i doświadczenia z lat 80. i 90.
Jednym z mniej znanych wątków rozmowy jest historia brygad przygotowywanych do prac na liniach najwyższych napięć.
Jak wspomina Pan Stanisław, w Polsce działało około dziewięciu lub dziesięciu takich brygad, przeznaczonych do pracy na liniach 400 kV. Rozwijanie tej technologii wymagało dostępu do odpowiedniego sprzętu, przygotowania ludzi oraz zdobywania wiedzy poza granicami kraju.
W latach 80. i na przełomie lat 80. i 90. wykorzystywano między innymi doświadczenia węgierskie oraz rozwiązania rozwijane w ówczesnej Niemieckiej Republice Demokratycznej. Technologie te wiązały się między innymi z wymianą izolacji i utrzymaniem linii przesyłowych.
Przygotowanie brygad nie kończyło się na przekazaniu instrukcji. Potrzebne były szkolenia, praktyczne opanowanie metod oraz odpowiednie wyposażenie, które umożliwiało wykonywanie konkretnych prac w warunkach wysokiego napięcia.
Późniejsze zmiany organizacyjne w energetyce wpłynęły na dalszy rozwój tej dziedziny. Pan Stanisław zwraca uwagę, że nie wszystkie rozpoczęte przedsięwzięcia rozwijały się tak, jak pierwotnie zakładano.
To ważna część historii prac pod napięciem: technologia może być dostępna, a zespoły przygotowane, ale jej dalsze wykorzystanie zależy również od decyzji organizacyjnych, finansowania i konsekwencji w realizacji przyjętych planów.
Jak szukano technologii dla linii średniego napięcia?
Szczególnie ważnym etapem było rozwijanie prac pod napięciem na liniach napowietrznych średniego napięcia. W rozmowie Pan Stanisław wraca do działań podejmowanych w połowie lat 90., kiedy w ramach prac zespołu związanego z Polskim Towarzystwem Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej pojawiła się potrzeba uporządkowania i rozwijania tej tematyki.
Jednym z wyzwań było ujednolicenie instrukcji stosowanych w różnych zakładach. Poszczególne przedsiębiorstwa miały własne rozwiązania i dokumentację, dlatego potrzebne było wspólne podejście do opracowywania zasad wykonywania prac.
Równolegle poszukiwano technologii, którą można byłoby zastosować na polskich sieciach napowietrznych średniego napięcia. W tym celu analizowano rozwiązania dostępne za granicą, między innymi we Francji, Irlandii i Anglii.
Przedstawiciele zespołu wyjechali, aby zobaczyć stosowane tam metody w praktyce. Szczególne zainteresowanie wzbudziła technologia irlandzka, wykorzystująca podnośnik z izolowanym ramieniem.
Nie chodziło jednak o bezrefleksyjne przeniesienie gotowego rozwiązania do Polski. Trzeba było ocenić jego przydatność, uwzględnić różnice w konstrukcji sieci i przygotować zasady odpowiadające krajowym warunkom.
Wdrożenie wymagało więc połączenia wiedzy zdobytej za granicą z doświadczeniem polskich energetyków. To właśnie na tym etapie szczególnego znaczenia nabrały szkolenia, przygotowanie dokumentacji i praktyczna weryfikacja przyjętych rozwiązań.
Irlandzkie doświadczenia i polskie warunki
Pierwszy bezpośredni kontakt Pana Stanisława z technologią stosowaną przez irlandzkich specjalistów był dla niego zaskakujący. Rozwiązanie trzeba było najpierw zobaczyć, zrozumieć i ocenić pod kątem możliwości zastosowania w polskiej energetyce.
Po wyborze kierunku rozpoczęto przygotowania do wdrożenia. Irlandzcy specjaliści przyjechali do Polski, aby prowadzić szkolenia, a uczestnicy mieli później przekazywać zdobytą wiedzę kolejnym pracownikom.
Równolegle opracowywano instrukcje wykonywania prac. Było to konieczne, ponieważ podobieństwo technologii nie oznaczało, że można stosować identyczne procedury bez uwzględnienia różnic konstrukcyjnych między sieciami.
Właśnie w tym miejscu spotkały się trzy elementy: zagraniczne doświadczenie, wiedza polskich specjalistów oraz praktyczne przygotowanie ludzi do wykonywania nowych zadań.
Nie wystarczyło nauczyć się posługiwać wyposażeniem. Trzeba było również zrozumieć zasady działania całego rozwiązania, wymagania bezpieczeństwa i sposób postępowania w konkretnych warunkach pracy.
Wdrożenie technologii było zatem procesem, który obejmował znacznie więcej niż sam zakup sprzętu. O jego powodzeniu decydowały również szkolenia, instrukcje, organizacja pracy i gotowość do przekazywania wiedzy dalej.
Bezpieczeństwo to nie tylko sprzęt
Prace pod napięciem wymagają szczególnego przygotowania, ponieważ błędy mogą mieć poważne konsekwencje. W rozmowie pojawia się temat doświadczeń związanych z zagrożeniami elektrycznymi oraz tego, jak ważne jest rozumienie zasad, według których wykonywane są poszczególne czynności.
Michał Włodarczyk wspomina własne doświadczenie ze szkolenia, podczas którego podnośnik zaczął unosić platformę. Mimo wiedzy o technologii i wcześniejszego kontaktu z branżą pojawiła się chwila zwątpienia. To bardzo ludzka reakcja, która pokazuje, że nawet przygotowanie teoretyczne nie zawsze usuwa wszystkie obawy.
W takich sytuacjach znaczenie ma nie samo zapewnienie, że wszystko będzie dobrze, lecz zrozumienie zasad działania technologii i zabezpieczeń. Wiedza, właściwe wyposażenie, odpowiednie procedury oraz przygotowanie pracowników muszą tworzyć spójny system.
Pan Stanisław zwraca również uwagę na rolę doświadczenia praktycznego. Nie sprowadza kompetencji wyłącznie do stanowiska czy zawodowej przeszłości. Liczą się także otwartość na naukę, świadomość zagrożeń i gotowość do stosowania rozwiązań, które pomagają wykonywać pracę w bezpieczny sposób.
To szczególnie ważne w dziedzinie, w której nie ma miejsca na improwizację, a każda technologia musi być stosowana zgodnie z przeznaczeniem i określonymi zasadami.
Dlaczego nie każda technologia rozwija się tak samo?
Historia prac pod napięciem pokazuje również, że wdrożenie rozwiązania nie gwarantuje jego dalszego rozwoju. Potrzebna jest konsekwencja, organizacyjne wsparcie i przekonanie, że warto inwestować w ludzi oraz wyposażenie.
Pan Stanisław wspomina o zmianach zachodzących w energetyce i o tym, że nie wszystkie inicjatywy przyniosły efekty, na które liczono. Część brygad przygotowanych do wykonywania określonych prac nie rozwijała działalności w takim zakresie, jak pierwotnie zakładano.
Z drugiej strony prace pod napięciem stopniowo zyskiwały znaczenie, ponieważ pozwalały wykonywać określone czynności bez konieczności wyłączania zasilania. Wraz z rozwojem sieci i zmianą oczekiwań odbiorców rosła wartość rozwiązań, które umożliwiały ograniczanie przerw w dostawach energii.
Nie oznacza to, że wyłączenia zawsze można lub należy zastępować pracą pod napięciem. Każda metoda wymaga oceny warunków, zakresu prac i bezpieczeństwa. Pokazuje jednak, jak potrzeby eksploatacyjne mogą stymulować rozwój technologii.
Co zostaje po kilkudziesięciu latach pracy?
Stanisław Płuciennik przepracował zawodowo kilkadziesiąt lat, a na emeryturę odszedł po wcześniejszym przygotowaniu się do zmiany rytmu życia. Jak podkreśla, obowiązki służbowe ustąpiły miejsca innym aktywnościom, ale kontakty z ludźmi i związki z energetyką nie zniknęły całkowicie.
Pod koniec rozmowy pojawia się refleksja o tym, co pozostaje po człowieku, który przez lata rozwijał określoną dziedzinę. Pan Stanisław mówi o pozostawieniu gruntu, który można dalej rozwijać, i o potrzebie przekazywania doświadczeń kolejnym osobom.
To ważne przesłanie również dla współczesnej energetyki. Technologie się zmieniają, organizacje przechodzą kolejne transformacje, a potrzeby sieci ewoluują. Jednak wiedza zdobyta przez ludzi, którzy uczestniczyli w początkach określonych rozwiązań, pozostaje cennym punktem odniesienia.
Historia prac pod napięciem nie jest wyłącznie historią sprzętu i instrukcji. To również opowieść o współpracy, podejmowaniu decyzji, przełamywaniu obaw i stopniowym budowaniu kompetencji.
Historia, która nadal ma znaczenie
Rozmowa ze Stanisławem Płuciennikiem przypomina, że rozwój technologii w energetyce nie następuje z dnia na dzień. Wymaga poszukiwania rozwiązań, uczenia się od innych, dostosowywania metod do krajowych warunków i przygotowania ludzi, którzy będą z nich korzystać.
Wdrożenie prac pod napięciem na liniach średniego napięcia było jednym z etapów tej drogi. Za nim stały zagraniczne doświadczenia, praca zespołów, szkolenia i próby znalezienia odpowiedzi na konkretne potrzeby eksploatacyjne.
Nie wszystkie plany udało się zrealizować w takim zakresie, jakiego oczekiwano. Pozostało jednak doświadczenie, do którego można wracać, i wiedza, którą warto przekazywać dalej.
Bo w energetyce technologia jest ważna, ale równie ważni są ludzie, którzy potrafią ją rozwijać, rozumieć i uczyć jej innych.
Obejrzyj cały odcinek podcastu „Pod Prąd” ze Stanisławem Płuciennikiem.
https://tiny.pl/gt8-8p8xw
Mecenasem spotkania jest HUBIX, a patronem medialnym - Polski Komitet Bezpieczeństwa w Elektryce przy SEP.



